
Laguna Humantay w Peru – turkusowe jezioro wysoko w Andach i kolejne spełnione marzenie
Jadąc do Peru, miałam w głowie dwa miejsca, które bardzo, ale to bardzo chciałam zobaczyć na własne oczy.
Pierwszym były Góry Tęczowe – Vinicunca, o których już Wam opowiadaliśmy. Drugim była właśnie Laguna Humantay.
Turkusowe jezioro ukryte wysoko w peruwiańskich Andach, otoczone potężnymi górami i lodowcem. Miejsce, które przed wyjazdem oglądałam dziesiątki razy na zdjęciach i filmach. Zapisywałam kadry, oglądałam rolki i za każdym razem myślałam dokładnie to samo:
Chcę tam stanąć. Chcę zobaczyć ten kolor na własne oczy.
I udało się.
Laguna Humantay została kolejnym spełnionym marzeniem podczas naszej 18-dniowej podróży po Peru i jednocześnie czwartym turkusowym jeziorem, do którego udało nam się dotrzeć podczas naszych podróży.
Każde było inne.
Ale to znajdowało się na wysokości ponad 4200 metrów nad poziomem morza. I już sama ta liczba powinna dać do myślenia. Bo zdjęcia pokazują turkusową wodę, góry i uśmiechniętych ludzi stojących nad brzegiem. Nie pokazują jednego.
Jak trzeba się namęczyć, żeby tam dojść.

Laguna Humantay – turkus ukryty wysoko w peruwiańskich Andach
Laguna Humantay znajduje się w regionie Cusco, u podnóża potężnej góry Humantay, której szczyt wznosi się na około 5473 metry n.p.m. Samo jezioro leży na wysokości około 4200 metrów n.p.m. i powstało dzięki wodzie spływającej z topniejących lodowców.
To właśnie zawarte w niej drobiny minerałów oraz sposób, w jaki światło odbija się od wody, sprawiają, że Laguna Humantay potrafi mieć tak niesamowity turkusowy kolor. Ale fotografia nigdy nie pokazuje skali tego miejsca.
Dopiero stojąc nad jeziorem, człowiek zaczyna rozumieć, jak potężne są otaczające je góry. Humantay wyrasta niemal pionowo nad wodą, a wysoko ponad głową widać śnieg i lodowiec.
Czujesz się przy tym wszystkim naprawdę maleńki.
I chyba właśnie takie miejsca najbardziej przypominają mi, dlaczego tak bardzo kochamy podróżować.
Pobudka o trzeciej rano. Ruszamy z Cusco
Tego dnia nie było czasu na długie spanie.
Około 4:00 rano wyjechaliśmy z hotelu w Cusco. Na zewnątrz było jeszcze ciemno i zimno. Lipiec w Peru to pora sucha, ale jednocześnie zima, dlatego poranki na tej wysokości potrafią być naprawdę chłodne.
Ubieraliśmy się więc na cebulkę. Kurtka, bluza, kolejne warstwy. Wiedzieliśmy jednak, że później ma wyjść słońce.
I bardzo na nie liczyłam. Bo skoro jedziemy zobaczyć jedno z najbardziej turkusowych jezior Peru, to nie mogło być inaczej!
Potrzebowaliśmy słońca.
Śniadanie w środku peruwiańskich gór
Po około dwóch godzinach jazdy zatrzymaliśmy się na śniadanie. I tutaj Peru po raz kolejny nas zaskoczyło.
Czasami człowiek jest gdzieś praktycznie na końcu świata, wstaje przed świtem, jedzie przez góry i spodziewa się kanapki oraz kubka kawy. A tutaj czekało na nas naprawdę porządne, ciepłe i bardzo smaczne śniadanie.
Do dziś zastanawiam się, jak oni to robią, że w miejscach tak oddalonych od wszystkiego potrafią nakarmić człowieka lepiej niż niejeden hotel. Zjedliśmy, wypiliśmy coś ciepłego i ruszyliśmy dalej.
Przed nami została mniej więcej godzina jazdy do miejsca, w którym zaczyna się szlak nad jezioro Humantay.
Im wyżej jechaliśmy, tym bardziej zmieniał się krajobraz. Tak potężnych gór nie widzieliśmy jeszcze nigdzie. I tym bardziej czuło się, że zbliżamy się do wysokich Andów.


Kilka kilometrów. Co może pójść nie tak?
Sam trekking do Laguny Humantay nie wygląda szczególnie groźnie, kiedy patrzy się na liczby. Cała trasa w obie strony ma około 5 kilometrów.
Można więc pomyśleć: „Przecież to nic.”
No właśnie. W normalnych warunkach prawdopodobnie rzeczywiście nie byłoby to nic wielkiego. Ale tam nie szliśmy po zwykłej ścieżce gdzieś kilkaset metrów nad poziomem morza. Tam zmierzaliśmy na 4200 metrów.
A na tej wysokości zasady gry całkowicie się zmieniają.
Nogi mogą iść. Płuca mają inne zdanie
Po doświadczeniach z Góry Tęczowej wiedzieliśmy już, czego możemy się spodziewać. I na szczęście tego dnia czuliśmy się zdecydowanie lepiej.
Ale czy dobrze? Nie przesadzajmy. Wysokość cały czas była obecna. Najbardziej czułam ją w płucach.
To dziwne uczucie, kiedy patrzysz na ogromną przestrzeń wokół siebie, oddychasz najczystszym górskim powietrzem, a mimo wszystko masz wrażenie, że jest go za mało.
Robisz kilka kroków. Oddech. Kolejne kilka. Znowu przerwa. I tak powoli do przodu.
Szliśmy znacznie wolniej, niż chodzimy po górach w Norwegii. Tutaj nie miało znaczenia, ile kilometrów wcześniej przeszliśmy, ile szczytów zdobyliśmy ani jaką mamy kondycję.
Wysokość nie pyta o kondycję.
Możesz być świetnie przygotowany fizycznie, a organizm i tak może powiedzieć: dzisiaj nie.



Najtrudniejsze dopiero przed nami
Początkowa część trasy pozwala jeszcze złapać swój rytm. Ale im bliżej jeziora, tym robi się bardziej stromo.
Ostatni odcinek zdecydowanie daje w kość. Ścieżka zaczyna mocniej piąć się do góry, miejscami jest węższa, a na tej wysokości nawet niewielkie przewyższenie potrafi zamienić kilka minut marszu w prawdziwą walkę o każdy oddech.
I wtedy zaczyna działać głowa. Wiesz, że jezioro jest już gdzieś tam. Wiesz, że jesteś blisko. Ale go jeszcze nie widzisz. Jeszcze kilka kroków.
Jeszcze jeden zakręt.
Jeszcze trochę.
I nagle pojawił się turkus…
Są takie momenty podczas podróży, kiedy człowiek przestaje mówić. Po prostu patrzy. Tak było właśnie tutaj. Po ostatnim podejściu nagle zobaczyliśmy Lagunę Humantay. Turkusową. Otoczoną górami.
Z potężnym masywem Humantay wyrastającym wysoko ponad wodą. Stałam i patrzyłam. Tyle zdjęć wcześniej obejrzałam. Tyle filmów. Tyle razy wyobrażałam sobie ten moment. A teraz naprawdę tam byłam. I chyba właśnie wtedy po raz kolejny dotarło do mnie, że zdjęcia są tylko zdjęciami. Można zrobić najpiękniejszy kadr świata, można poprawić kolory, można nagrać idealną rolkę. Ale nic nie zastąpi uczucia, kiedy stoisz tam naprawdę.
Nasze czwarte turkusowe jezioro
Mamy chyba słabość do turkusowych jezior. Jedno po drugim pojawiają się na naszej podróżniczej mapie. Każde z nich było inne i każde zachwyciło nas czymś zupełnie innym. Ale Laguna Humantay w Peru miała jeszcze coś.
Może to kwestia wysokości. Może wysiłku. Może potężnych Andów otaczających wodę.
A może świadomości, że trzeba było przelecieć pół świata, wstać o czwartej rano i trochę powalczyć z własnym organizmem, żeby w końcu przed nią stanąć. Bo im trudniej do jakiegoś miejsca dotrzeć, tym bardziej później pamięta się moment, kiedy wreszcie je zobaczysz.
Jeszcze wyżej. Bo przecież nam ciągle mało…
Mogliśmy zostać nad samym brzegiem. Widok już stamtąd był piękny. Ale oczywiście zaczęliśmy rozglądać się dookoła. Bo skoro jesteśmy tutaj, to może da się wejść jeszcze kawałek wyżej?
Dało się. Wokół jeziora znajdują się wyższe punkty widokowe i jeśli tylko macie siłę, zdecydowanie warto podejść. Dopiero z góry jeszcze lepiej widać intensywny kolor wody i jej położenie pomiędzy górami. I znowu kilka kroków.
Przerwa.
Oddech.
Jeszcze kawałek. Nie biliśmy żadnych rekordów. Nie było po co. W takich miejscach najważniejsze jest dotrzeć bezpiecznie. A kiedy w końcu spojrzeliśmy na Lagunę Humantay z góry, wiedzieliśmy, że było warto dołożyć te ostatnie metry.



Laguna Humantay czy Góra Tęczowa – co było trudniejsze?
Po naszych przeżyciach na Górze Tęczowej Vinicunca odpowiedź jest dla nas prosta.
Góra Tęczowa była zdecydowanie trudniejsza. Nie tylko ze względu na większą wysokość, ale przede wszystkim przez reakcję naszych organizmów. Przy Lagunie Humantay również czuliśmy brak powietrza i zmęczenie. Pod koniec Arek zaczął odczuwać ból głowy, ale na szczęście nie można było tego porównać z tym, co wydarzyło się na Vinicunce.
Tutaj mogliśmy zdecydowanie bardziej cieszyć się miejscem. Patrzeć. Robić zdjęcia. Wejść trochę wyżej. I po prostu pobyć nad jeziorem. Ale nie oznacza to, że trekking do Laguny Humantay jest łatwy. Wysokości ponad 4000 metrów nigdy nie powinno się lekceważyć.
Wysokość – tego nie można ignorować
Laguna Humantay znajduje się na wysokości około 4200 metrów n.p.m., dlatego przed wycieczką warto dać organizmowi czas na aklimatyzację. My mieliśmy już za sobą sporą część podróży po Peru i pobyt na dużych wysokościach, dzięki czemu nasze organizmy zdążyły się trochę przyzwyczaić.
Ale nawet wtedy wysokość dawała o sobie znać. I tutaj bardzo ważna rzecz:
choroba wysokościowa nie wybiera ludzi według kondycji.
Nie ma znaczenia, czy biegasz, chodzisz po górach czy trenujesz kilka razy w tygodniu. Organizm może zareagować zupełnie inaczej, niż się spodziewasz.
Warto iść bardzo powoli, regularnie odpoczywać i pić wodę małymi łykami. Dobrze jest również spędzić przynajmniej kilka dni na aklimatyzacji w rejonie Cusco przed wybraniem się na wyżej położone atrakcje. Jeśli pojawiają się silny ból głowy, nasilające się zawroty, wymioty, problemy z koordynacją czy duszność w spoczynku, nie warto udowadniać sobie czegokolwiek. Góra będzie tam również jutro.
Zdrowie jest jedno.
Co zabrać na trekking nad Lagunę Humantay?
Pogoda w peruwiańskich Andach potrafi zmieniać się bardzo szybko. Rano było nam naprawdę zimno, później wyszło mocne słońce, a podczas podejścia robiło się gorąco od samego wysiłku.
Dlatego najlepiej sprawdziło się ubranie warstwowe.
Na trekking zabraliśmy przede wszystkim wodę, krem z wysokim filtrem UV, wygodne buty trekkingowe, kijki, ciepłą warstwę, kurtkę chroniącą przed wiatrem oraz drobne przekąski.
Warto mieć również nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne. Na tej wysokości promieniowanie UV jest znacznie mocniejsze, niż może się wydawać.
Przy początku szlaku można kupić wodę i podstawowe przekąski, ale nie liczyłabym wyłącznie na to. I jeszcze jedno – przed rozpoczęciem trekkingu warto skorzystać z toalety. Na dalszej części trasy znalezienie choć odrobiny prywatności może być wyzwaniem.
Czy można wjechać nad Lagunę Humantay konno?
Tak.
Na trasie można skorzystać z koni, które pomagają pokonać dużą część podejścia. I absolutnie nie traktowałabym tego jako żadnej porażki. Po tym, czego sami doświadczyliśmy w wysokich górach Peru, wiemy jedno: trzeba słuchać własnego organizmu. Jeżeli wysokość zaczyna mocno dawać się we znaki, nie ma sensu udowadniać komukolwiek, że „dam radę”.
Najważniejsze jest bezpieczeństwo. Trzeba jedynie pamiętać, że koń nie dowiezie Was dokładnie nad sam brzeg jeziora. Końcowy fragment nadal trzeba pokonać pieszo.
Laguna Humantay i Salkantay Trek
Warto wiedzieć, że okolice jeziora są również związane z jednym z najbardziej znanych trekkingów w Peru – Salkantay Trek.
To kilkudniowa trasa prowadząca przez Andy w kierunku Machu Picchu, wybierana często jako alternatywa dla klasycznego Inca Trail. Dlatego na trasie można spotkać nie tylko osoby przyjeżdżające tutaj na jednodniową wycieczkę z Cusco, ale także ludzi wyruszających na kilkudniową przygodę przez góry.
I patrząc na krajobrazy dookoła, wcale mnie nie dziwi, że wybierają właśnie tę drogę.




Chcielibyśmy zobaczyć całą drogę jeszcze raz
Jest tylko jedna rzecz, której trochę żałuję. Chciałabym móc jeszcze raz zobaczyć całą tę trasę.
Spokojniej. Bez ciągłego kontrolowania oddechu. Bez skupiania się na tym, jak reaguje organizm. Bo kiedy jesteś na dużej wysokości, część uwagi automatycznie przenosi się z krajobrazu na własne ciało.
Oddychasz.
Sprawdzasz, czy nie kręci Ci się w głowie. Zatrzymujesz się. Idziesz dalej. A przecież wokół znajdują się jedne z najpiękniejszych górskich krajobrazów, jakie można sobie wyobrazić.
Może właśnie dlatego zdjęcia z tego dnia oglądam dziś trochę inaczej. Dopiero na nich zauważam szczegóły, których wtedy nie miałam siły dostrzec.
Czy warto zobaczyć Lagunę Humantay?
Dla nas odpowiedź może być tylko jedna.
Tak. Zdecydowanie tak.
Ale jedźcie tam z pokorą. Nie traktujcie tego miejsca jak kolejnej instagramowej atrakcji, do której trzeba wejść, zrobić zdjęcie i zejść.
Laguna Humantay leży wysoko w Andach. Tutaj natura ustala zasady.
Pogoda może się zmienić. Organizm może zareagować inaczej, niż zakładaliście. A kilka kilometrów może okazać się znacznie większym wyzwaniem niż kilkanaście kilometrów gdzieś niżej. Jeśli jednak traficie na dobrą pogodę, dacie sobie czas i będziecie słuchać własnego organizmu…
Na końcu czeka coś naprawdę wyjątkowego.
Kolejne marzenie zostało w Peru
Kiedy nadszedł czas powrotu, jeszcze kilka razy odwracałam się w stronę jeziora. Nie chciało się odchodzić.
Patrzyłam na turkusową wodę, białe fragmenty lodowca i ogromną górę Humantay stojącą nad nami jak strażnik tego miejsca. I czułam przede wszystkim wdzięczność.
Za pogodę.
Za to, że nasze organizmy tym razem pozwoliły nam naprawdę nacieszyć się tym miejscem.
Za to, że mogliśmy wejść trochę wyżej i zobaczyć jezioro z innej perspektywy.
Za to, że byliśmy tam razem.
Podróżując, bardzo łatwo wpaść w pułapkę kolejnych punktów na mapie.
Byliśmy. Zobaczyliśmy. Jedziemy dalej.
Ale są miejsca, przy których człowiek chce zostać choć kilka minut dłużej.
Laguna Humantay była dla mnie właśnie takim miejscem.
Jeszcze niedawno była tylko jednym z tych zdjęć zapisanych gdzieś w telefonie. Kolejnym „kiedyś chciałabym tam pojechać”.
A potem któregoś lipcowego dnia naprawdę stałam nad jej brzegiem. Zmęczona. Z cięższym oddechem. Z aparatem w ręku.
Ale szczęśliwa.
I chyba właśnie takie chwile najbardziej przypominają mi, po co przemierzamy tysiące kilometrów.
Nie po to, żeby zaliczać kolejne miejsca.
Tylko po to, żeby czasami stanąć gdzieś bardzo daleko od domu, spojrzeć przed siebie i pomyśleć:
„Niemożliwe… naprawdę tu jesteśmy.”
A potem po prostu podziękować losowi, że po raz kolejny pozwolił nam zobaczyć, jak niewiarygodnie piękna potrafi być nasza planeta.



