Podróże dalekie,  Tajlandia 🇹🇭

Najpiękniejsze świątynie w Tajlandii – 12 miejsc, które zobaczyliśmy na własne oczy

Przed pierwszą podróżą do Tajlandii wiedziałam, że będzie kolorowo. Wiedziałam, że będą palmy, tuk-tuki, uliczne jedzenie, chaos Bangkoku i rajskie plaże. Nie spodziewałam się jednak, że tak mocno zapamiętam tajskie świątynie.

Złote. Białe. Niebieskie. Maleńkie i ukryte pomiędzy zwyczajnymi ulicami. Ogromne i widoczne z daleka. Jedne mają setki lat historii, inne powstały stosunkowo niedawno i bardziej przypominają dzieła współczesnej sztuki niż miejsca, które w Europie kojarzymy ze świątyniami.

Podczas naszej podróży po Tajlandii zobaczyliśmy ich naprawdę sporo. Oczywiście nawet nie próbujemy powiedzieć, że widzieliśmy najpiękniejsze świątynie Tajlandii – w kraju, w którym są ich dziesiątki tysięcy, byłoby to trochę odważne.

To po prostu nasze miejsca. Świątynie, przed którymi staliśmy. Do których weszliśmy. Które fotografowaliśmy. I które z różnych powodów zostały w naszej pamięci. Jeśli więc planujecie podróż do Tajlandii i zastanawiacie się, które świątynie warto zobaczyć w Bangkoku, Chiang Rai i na Phuket, zabieramy Was do dwunastu, które poznaliśmy osobiście.

I uprzedzamy – nie wszystkie wyglądają tak, jak wyobrażacie sobie buddyjską świątynię.

Jedna z nich ma nawet ogromnego smoka owiniętego wokół różowej wieży.

Ale po kolei…

Świątynie w Tajlandii – znacznie więcej niż atrakcje turystyczne

Pierwsza rzecz, o której warto pamiętać? Dla nas świątynie są częścią podróży. Dla Tajów są częścią życia. To nie dekoracje stworzone dla turystów ani piękne tło do zdjęć na Instagram. To miejsca modlitwy, spotkań, ceremonii i codziennych praktyk religijnych.

Wchodząc do nich, często mijaliśmy mnichów. Widzieliśmy ludzi zapalających kadzidła, składających ofiary, klęczących przed posągami Buddy. I chyba właśnie ten kontrast zrobił na nas największe wrażenie. My staliśmy zachwyceni architekturą. Ktoś obok po prostu przyszedł się pomodlić.

Dlatego zwiedzając świątynie w Tajlandii, warto na chwilę odłożyć aparat.

Popatrzeć.

Posłuchać.

I pamiętać, że jesteśmy tutaj gośćmi.

Najpiękniejsze świątynie w Bangkoku

Bangkok potrafi być głośny, chaotyczny i męczący. Samochody. Skutery. Tuk-tuki. Tłumy. Upał. Zapach jedzenia unoszący się nad ulicą. A potem wystarczy przekroczyć bramę świątyni i nagle trafiamy do zupełnie innego świata. To właśnie w Bangkoku rozpoczęło się nasze spotkanie z niezwykłą architekturą sakralną Tajlandii.

1. Wat Arun – Świątynia Świtu nad rzeką Menam

Jeżeli istnieje świątynia, którą można nazwać jednym z symboli Bangkoku, Wat Arun zdecydowanie do nich należy.

Stoi nad rzeką Chao Phraya, po stronie Thonburi, i już z drugiego brzegu trudno oderwać od niej wzrok.

Jej charakterystyczna centralna wieża – prang – pokryta jest misternymi dekoracjami wykonanymi między innymi z fragmentów porcelany i ceramiki. Świątynia ma korzenie sięgające okresu Ayutthaya, choć swój najbardziej charakterystyczny wygląd zawdzięcza późniejszej rozbudowie.

Z bliska robi jeszcze większe wrażenie. Dopiero wtedy można zobaczyć, jak wiele maleńkich elementów tworzy całość. To jedna z tych budowli, które z daleka są piękne, ale dopiero po podejściu zaczyna się prawdziwe oglądanie.

I oczywiście fotografowanie.

Dużo fotografowania.

Wat Arun, czyli Świątynia Świtu, jest miejscem, którego podczas pierwszego pobytu w Bangkoku zdecydowanie byśmy nie omijali.

2. Wat Pho – spotkanie z ogromnym Leżącym Buddą

Wat Pho kojarzy się przede wszystkim z jednym.

Ogromnym Leżącym Buddą.

I rzeczywiście – kiedy staje się obok niego, skala robi wrażenie. Ale byłoby ogromną stratą wejść tutaj tylko po to, żeby zobaczyć Buddę, zrobić zdjęcie i wyjść.

Cały kompleks Wat Pho jest pełen kolorowych chedi, dziedzińców, rzeźb i detali. W słynnej sali Leżącego Buddy uwagę przyciąga również dekoracja jego stóp wykonana z masy perłowej.

To miejsce jest też mocno związane z historią tradycyjnego tajskiego masażu. My zapamiętaliśmy przede wszystkim kolory. Bo Tajlandia naprawdę potrafi udowodnić, że w świątyni złoto, zieleń, czerwień, błękit i niezliczona ilość wzorów mogą znaleźć się obok siebie… i nadal wyglądać pięknie.

3. Wat Paknam Phasi Charoen – gigantyczny Budda nad dachami Bangkoku

To jedno z miejsc, które potrafi zaskoczyć jeszcze zanim do niego dotrzecie. Nad zwyczajną zabudową Bangkoku nagle pojawia się ogromny złoty Budda.

I rośnie. I rośnie. Im bliżej jesteście, tym trudniej uwierzyć w jego rozmiary. Posąg przy Wat Paknam Phasi Charoen ma około 69 metrów wysokości i góruje nad kanałami oraz domami Thonburi. Ale Wat Paknam to nie tylko gigantyczny Budda.

W pagodzie kryje się jedno z najbardziej niezwykłych wnętrz, jakie można zobaczyć w bangkockich świątyniach – szklana stupa otoczona intensywnie zielono-niebieską dekoracją sklepienia.

Zupełnie inny świat. Wat Paknam podobało nam się również dlatego, że znajduje się poza najbardziej oczywistą trasą pomiędzy Wielkim Pałacem, Wat Pho i Wat Arun. Bangkok tutaj wydawał nam się trochę bardziej lokalny.

4. Wat Saket – Złota Góra i Bangkok oglądany z góry

Do Wat Saket, nazywanej również Świątynią Złotej Góry, nie przychodzi się wyłącznie dla samej świątyni. Tutaj częścią doświadczenia jest droga na górę.

Na szczyt prowadzą spiralnie ułożone schody – oficjalne materiały turystyczne podają ich 344. Na górze znajduje się złota chedi, a dodatkową nagrodą jest panorama Bangkoku. I właśnie takie miejsca lubimy najbardziej. Najpierw trochę wysiłku. Potem nagroda. Bangkok widziany z góry pokazuje zupełnie inne oblicze niż ten oglądany z poziomu zatłoczonej ulicy.

Na dole chaos. Na górze wiatr, dzwonki i złoto połyskujące w słońcu.

5. Wat Ratchabophit Sathitmahasimaram – świątynia, której łatwo nie zauważyć

Nazwa jest długa. Bardzo długa. Ale warto ją zapamiętać.

Wat Ratchabophit Sathitmahasimaram znajduje się niedaleko Wielkiego Pałacu i Wat Pho, a mimo to wielu turystów przechodzi obok niej, pędząc do bardziej znanych atrakcji. Świątynia powstała za panowania króla Chulalongkorna, czyli Ramy V, i została ukończona w XIX wieku. Charakterystycznym elementem kompleksu jest złota chedi stojąca pośrodku okrągłego dziedzińca.

Nam właśnie takie mniej oczywiste miejsca sprawiały dużo przyjemności. Bez poczucia, że trzeba przepychać się przez tłum. Można spokojnie chodzić, oglądać wzory i odkrywać kolejne szczegóły.

Czasami wystarczy odejść kilkanaście minut od największych atrakcji Bangkoku, żeby znaleźć zupełnie inną atmosferę.

6. Wat Prayurawongsawat Worawihan – spokojniejsza twarz Bangkoku

Kolejna świątynia po stronie Thonburi i kolejne miejsce, które pokazuje, że zwiedzanie świątyń w Bangkoku nie musi ograniczać się do trzech najbardziej znanych nazw.

Wat Prayurawongsawat, nazywana również Wat Prayoon, powstała w XIX wieku, za panowania Ramy III. Jej charakterystycznym elementem jest ogromna biała chedi. Historia kompleksu sięga lat 20. XIX wieku.

To zupełnie inne doświadczenie niż zatłoczone Wat Pho. Spokojniejsze. Bardziej kameralne. I właśnie dzięki temu warte zatrzymania.

7. Wat Sam Phran – różowa wieża opleciona gigantycznym smokiem

No dobrze.

A teraz coś kompletnie innego. Wyobraźcie sobie wysoką, różową, cylindryczną wieżę.

A wokół niej…

gigantycznego smoka, który owija się wokół budynku od samego dołu aż po szczyt.

Brzmi trochę jak park rozrywki? Na zdjęciach może.

Ale Wat Sam Phran jest buddyjską świątynią znajdującą się w prowincji Nakhon Pathom, około 40 kilometrów od Bangkoku. Różowy budynek ma 17 kondygnacji, a oplatający go smok jest jego najbardziej charakterystycznym elementem.

To bez wątpienia jedna z najbardziej nietypowych świątyń, jakie widzieliśmy w Tajlandii.

Właściwie już samo pierwsze spojrzenie wystarczy, żeby człowiek się uśmiechnął.

Bo tego naprawdę trudno się spodziewać.

I właśnie za takie miejsca lubimy Tajlandię.

Kiedy wydaje Ci się, że widziałeś już wszystko, ona wyciąga z rękawa różową wieżę ze smokiem.

8. Wat Bowonniwet Vihara – świątynia, na którą trafiliśmy przypadkiem

Nie wszystkie świątynie w Bangkoku mieliśmy zaznaczone na mapie. Wat Bowonniwet Vihara była właśnie jednym z takich miejsc.

Drepcząc kilometrami po Bangkoku, zaglądając w boczne uliczki i chłonąc ten niesamowity miejski chaos, po prostu na nią trafiliśmy. Skoro już była na naszej drodze, oczywiście musieliśmy zajrzeć do środka.

I bardzo dobrze, że to zrobiliśmy.

Wat Bowonniwet Vihara znajduje się w starej części Bangkoku, niedaleko słynnej Khao San Road, a jej historia sięga XIX wieku. To ważne miejsce dla tajskiego buddyzmu, od lat silnie związane również z rodziną królewską. Przed objęciem tronu jako Rama IV przebywał tutaj jako mnich książę Mongkut, a w późniejszych latach w świątyni czasowo przyjmowali święcenia także inni członkowie rodziny królewskiej.

Nas jednak, zanim poznaliśmy jej historię, urzekła przede wszystkim atmosfera. Bangkok potrafi być głośny, chaotyczny i niesamowicie intensywny. Skutery, tuk-tuki, klaksony, tłum i zapach jedzenia unoszący się nad ulicami są tutaj właściwie nieodłączną częścią miasta.

A potem przekraczasz bramę świątyni…

i nagle wszystko jakby cichnie.

Złote zdobienia, charakterystyczne tajskie dachy, posągi Buddy, mnisi przechodzący przez dziedziniec i ten spokój, którego kilka minut wcześniej kompletnie się nie spodziewaliśmy. I właśnie za takie odkrycia najbardziej lubimy zwiedzać miasta pieszo.

Można mieć perfekcyjnie przygotowany plan i listę najważniejszych atrakcji Bangkoku, ale warto czasami schować mapę i po prostu dreptać przed siebie. Bo wtedy Bangkok sam pokazuje miejsca, których wcale nie szukaliśmy.

Wat Bowonniwet Vihara była dla nas właśnie jednym z nich.

9. Wielki Pałac Królewski i Wat Phra Kaew – tego miejsca nie mogliśmy pominąć

Pisząc o najpiękniejszych świątyniach Tajlandii, nie możemy pominąć miejsca, od którego właściwie rozpoczęło się nasze zwiedzanie Bangkoku.

Wielki Pałac Królewski – Grand Palace.

Sam pałac oczywiście świątynią nie jest, ale na terenie ogromnego kompleksu znajduje się Wat Phra Kaew – Świątynia Szmaragdowego Buddy, uznawana za najważniejszą i najbardziej świętą świątynię buddyjską w Tajlandii.

I już pierwszego dnia naszej podróży dostaliśmy tutaj prawdziwą eksplozję tajskich kolorów, złota i zdobień.

Po długim locie, zmianie strefy czasowej i pierwszej nocy w Bangkoku nie zamierzaliśmy tracić czasu. Dnia następnego ruszyliśmy odkrywać stolicę Tajlandii, a Wielki Pałac Królewski znalazł się na samym początku naszej listy.

Trudno było wybrać bardziej spektakularne miejsce na pierwsze spotkanie z Bangkokiem.

Historia kompleksu sięga 1782 roku, kiedy król Rama I przeniósł stolicę do Bangkoku i rozpoczął budowę nowej królewskiej rezydencji. Przez kolejne pokolenia kompleks był rozbudowywany, a przez ponad sto lat pozostawał centrum królewskiego dworu i administracji państwa.

Dzisiaj zachwyca przede wszystkim rozmachem.

Złote chedi, kolorowe mozaiki, bogato zdobione dachy, mityczne postacie strzegące budynków i niezliczona liczba szczegółów sprawiają, że właściwie nie wiadomo, gdzie najpierw patrzeć.

A pośrodku tego wszystkiego znajduje się miejsce szczególne.

10.Wat Traimit – świątynia, która skrywa prawdziwy skarb

Kolejna świątynia na naszej trasie po Bangkoku i kolejna zupełnie inna od poprzednich. Wat Traimit, położona w pobliżu Chinatown, już z zewnątrz zwraca uwagę swoją jasną, niemal marmurową fasadą, złotymi zdobieniami i wysoką iglicą. Piękna, dostojna i zdecydowanie warta zatrzymania. Ale jej największy skarb znajduje się w środku.

To właśnie tutaj można zobaczyć słynnego Złotego Buddę – Phra Phuttha Maha Suwana Patimakon, wykonanego z litego złota. Posąg ma około 3 metrów wysokości i waży około 5,5 tony. I już samo to robi wrażenie. Jeszcze ciekawsza jest jednak jego historia.

Złoty Budda, o którego istnieniu… prawie zapomniano

Przez bardzo długi czas nikt nie zdawał sobie sprawy z prawdziwej wartości posągu. Złoty Budda był pokryty warstwą stiuku, prawdopodobnie po to, aby ukryć jego wartość i uchronić go przed grabieżą. Przez kolejne lata traktowano go jak zwyczajny posąg Buddy.

Dopiero w latach 50. XX wieku, podczas przenoszenia figury, wydarzył się przypadek. Posąg upadł, fragment zewnętrznej warstwy odpadł i spod stiuku zaczęło przebijać… złoto. Możemy sobie tylko wyobrazić miny osób, które wtedy przy nim stały.

Okazało się, że pod niepozorną warstwą od bardzo dawna ukrywał się jeden z największych złotych posągów Buddy na świecie. I właśnie takie historie sprawiają, że zwiedzanie świątyń w Tajlandii staje się czymś więcej niż oglądaniem kolejnych pięknych budynków.

Wat Traimit i Chinatown – warto połączyć je podczas jednego spaceru

Wat Traimit znajduje się praktycznie przy wejściu do bangkockiego Chinatown, dlatego oba miejsca bardzo łatwo połączyć podczas jednego dnia zwiedzania.

My właśnie takie połączenia lubiliśmy najbardziej. Najpierw cisza świątyni, złoto, zapach kadzideł i ludzie przychodzący tutaj na modlitwę. A chwilę później zupełnie inny Bangkok – gwar Chinatown, neony, stragany, jedzenie i tłum na ulicach.

Wat Traimit zapamiętaliśmy więc nie tylko ze względu na piękną architekturę, ale przede wszystkim przez historię Złotego Buddy. Bo kto by pomyślał, że przez tyle lat można patrzeć na coś niezwykle cennego… i zupełnie nie wiedzieć, jaki skarb kryje się pod powierzchnią?

Świątynie Chiang Rai – tutaj zaczyna się prawdziwe szaleństwo kolorów

Jeżeli świątynie Bangkoku zachwyciły nas historią i detalami, Chiang Rai kompletnie zmieniło zasady gry. Tutaj czekały na nas trzy miejsca, które wyglądały, jakby każde pochodziło z zupełnie innej bajki.

Białe. Niebieskie. I ogromne, białe sanktuarium z monumentalną postacią Guanyin.

11. Wat Rong Khun – słynna Biała Świątynia

Wat Rong Khun, znana jako Biała Świątynia w Chiang Rai, jest prawdopodobnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych obiektów sakralnych w Tajlandii.

I wystarczy jedno spojrzenie, żeby zrozumieć dlaczego. Jest niemal całkowicie biała. Pełna drobnych zdobień.

Fantazyjna. Trochę bajkowa. Trochę niepokojąca. Jej twórcą jest tajski artysta Chalermchai Kositpipat, który rozpoczął realizację swojej wizji w 1997 roku. Jego zamiarem było stworzenie miejsca przypominającego dostępne dla ludzi „miasto niebios”.

Najbardziej zapamiętaliśmy moment przechodzenia przez słynny most. Wokół znajdują się rzeźby dłoni wyciągających się ku górze, a całość pełna jest symboli odnoszących się do ludzkich pragnień, pokus i drogi ku oświeceniu.

Tutaj naprawdę warto patrzeć uważnie. Bo Wat Rong Khun nie jest tylko „ładną białą świątynią”. To wielkie dzieło sztuki.

12. Wat Rong Suea Ten – Niebieska Świątynia

Po bieli przyszła pora na błękit. I jaki to jest błękit!

Wat Rong Suea Ten – Niebieska Świątynia w Chiang Rai – dostała już u nas osobny wpis, bo zdecydowanie na niego zasłużyła.

Intensywny kobalt połączony ze złotem sprawia, że świątynia wygląda niemal nierealnie. Obecny kompleks jest stosunkowo młody. Jego budowę rozpoczęto w 2005 roku, a główny budynek ukończono w 2016 roku. Projekt stworzył lokalny artysta Phuttha Kabkaew, który wcześniej pracował przy Wat Rong Khun.

W środku czeka kolejny kontrast – ogromny jasny posąg Buddy otoczony intensywnie niebieskim wnętrzem. To jedno z tych miejsc, gdzie nie wiadomo, gdzie najpierw skierować aparat.

Na smoki?

Na dach?

Na Buddę?

Na złote ornamenty? Najlepiej czasami nie kierować go nigdzie. Po prostu stanąć i popatrzeć.

13. Wat Huay Pla Kang – wielka Guanyin spoglądająca na Chiang Rai

Już z daleka widać ogromną białą postać stojącą na wzgórzu.

Bardzo często nazywana jest Wielkim Buddą z Chiang Rai.

Tyle że…

to nie Budda.

To Guanyin – bodhisattwa współczucia.

Wat Huay Pla Kang łączy elementy architektury chińskiej i północnotajskiej. Oprócz monumentalnej Guanyin uwagę przyciąga dziewięciokondygnacyjna pagoda oraz biała sala świątynna. Co ciekawe, do wnętrza ogromnej figury można wejść, a następnie dostać się windą na punkt widokowy.

I to dopiero jest perspektywa!

Chiang Rai, zielone wzgórza i okolica oglądane z wnętrza ogromnej postaci Guanyin. Nie przypominało to niczego, co wcześniej widzieliśmy.

14. Wat Khua Khrae – mniej znana perełka Chiang Rai

Po Białej i Niebieskiej Świątyni mogłoby się wydawać, że w Chiang Rai trudno już znaleźć coś, co ponownie przyciągnie naszą uwagę.

A jednak.

Podczas naszego świątynnego dnia trafiliśmy również do Wat Khua Khrae, znanej także jako Wat Khua Krae. To zdecydowanie mniej popularne miejsce niż słynne Wat Rong Khun czy Wat Rong Suea Ten i prawdopodobnie właśnie dlatego zwiedzało nam się je tak przyjemnie.

Pierwsze, co przyciąga wzrok, to oczywiście kolory.

Złoto, czerwień i intensywne barwy przeplatają się tutaj z niezwykle bogatymi zdobieniami. Dachy zakończone charakterystycznymi ornamentami, smoki strzegące wejścia, rzeźby i mnóstwo drobnych detali sprawiają, że co chwilę zatrzymywaliśmy się przy czymś innym.

To jedna z tych świątyń Chiang Rai, które warto obejść powoli.

Nie tylko wejść, zrobić zdjęcie i ruszyć dalej. Zajrzeć z boku. Spojrzeć na dach. Podejść do rzeźb. Przyjrzeć się ornamentom. Bo Tajowie mają niezwykły talent do tworzenia miejsc, w których nawet najmniejszy fragment budynku może być małym dziełem sztuki.

Najbardziej podobało nam się jednak to, że Wat Khua Khrae nie była oblegana przez tłumy turystów. Po najbardziej znanych atrakcjach Chiang Rai była miłą odmianą. Mogliśmy spokojnie spacerować po kompleksie, zrobić zdjęcia i przez chwilę poczuć atmosferę miejsca bez pośpiechu.

I chyba właśnie takie świątynie coraz bardziej lubiliśmy podczas naszej podróży po Tajlandii.

Nie zawsze te najbardziej znane. Nie zawsze te znajdujące się na pierwszych stronach przewodników. Czasami wystarczy skręcić trochę z popularnej trasy, żeby odkryć miejsce, którego wcześniej nawet nie mieliśmy na swojej liście.

Wat Khua Khrae była właśnie jednym z takich odkryć – kolorowym, spokojnym i zdecydowanie wartym zatrzymania podczas zwiedzania Chiang Rai.

15. Wat Ming Muang – stara świątynia, która bardzo nas zaciekawiła

W Chiang Rai są świątynie, do których jedzie się specjalnie. Są też takie, na które trafia się trochę przy okazji i nagle okazuje się, że człowiek zaczyna chodzić wokół nich, zaglądać w kolejne zakamarki i przyglądać się detalom.

Tak było z Wat Ming Muang, nazywaną również Świątynią Kucającego Słonia.

Bardzo nas zaciekawiła. Może właśnie dlatego, że zupełnie różniła się od spektakularnej Białej czy intensywnie Niebieskiej Świątyni, które tego dnia również oglądaliśmy.

Wat Ming Muang należy do najstarszych świątyń w Chiang Rai, a jej historia związana jest z początkami miasta i dawnym królestwem Lanna. Według lokalnej tradycji jej początki sięgają XIII wieku, a fundację świątyni przypisuje się królowej związanej z królem Mengraiem – założycielem Chiang Rai i królestwa Lanna.

I rzeczywiście – patrząc na nią, ma się wrażenie, że jest tutaj coś zupełnie innego.

Architektura łączy charakterystyczny dla północnej Tajlandii styl Lanna z wpływami sztuki Tai Yai. Mnóstwo tutaj misternych ornamentów, mozaik, złota, rzeźb i mitycznych stworzeń.

Szczególnie charakterystyczne są figury słoni, od których pochodzi jedna z używanych nazw świątyni. Słonie dźwigające na grzbietach bogato zdobione pawilony zdecydowanie przyciągają wzrok i sprawiają, że Wat Ming Muang trudno pomylić z innym miejscem.

Trochę szkoda, że akurat trwał remont

Kiedy tam byliśmy, część świątyni była w remoncie. Rusztowania i prowadzone prace trochę odbierały jej urok, szczególnie na zdjęciach. Szkoda, bo widać było, ile pięknych detali kryje się pod spodem.

Z drugiej strony pomyśleliśmy, że może to właśnie dobra wiadomość. Bo wyglądało na to, że ktoś naprawdę zaczął o to miejsce dbać, odnawiać kolejne elementy i przywracać im dawny blask.

Przy świątyni z tak długą historią takie prace są przecież nieuniknione. I chyba wolimy zobaczyć ją z rusztowaniami, wiedząc, że jest odnawiana, niż za kilka lat oglądać kolejne niszczejące elementy.

Wat Ming Muang znajduje się w centrum Chiang Rai, niedaleko słynnej Wieży Zegarowej, więc bardzo łatwo połączyć jej zwiedzanie ze spacerem po mieście. Nie ma tutaj tego rozmachu i tłumów, które przyciąga Wat Rong Khun.

Nie ma też intensywnego błękitu Wat Rong Suea Ten. Jest za to historia, stara architektura północnej Tajlandii i mnóstwo detali, przy których naprawdę warto się zatrzymać. I mimo remontu – a może trochę właśnie przez niego – Wat Ming Muang została nam w pamięci. Chętnie zobaczylibyśmy ją jeszcze raz za kilka lat.

Już bez rusztowań.

Odnowioną.

I wtedy sprawdzilibyśmy, czy nadal zrobi na nas takie wrażenie jak podczas tego pierwszego, trochę przypadkowego spotkania.

Świątynie na Phuket – spokojniejsze i bardziej lokalne

Po spektakularnych budowlach Chiang Rai można pomyśleć, że kolejna świątynia już niczym nie zaskoczy.

A jednak czasami nie chodzi o rozmiar.

16. Wat Suwan Khiri Khet – świątynia w Karon na Phuket

Wat Suwan Khiri Khet, często nazywana po prostu Wat Karon, znajduje się niedaleko popularnej plaży Karon na Phuket.

Nie ma gigantycznego smoka. Nie jest cała niebieska. Nie stoi przed nią kilkudziesięciometrowa Guanyin.

I właśnie dlatego jest ciekawa.

To miejsce bardziej związane z codziennym życiem lokalnej społeczności. Świątynia funkcjonuje tu od początku XX wieku, a przy jej terenie odbywa się popularny Karon Temple Market. Po wszystkich spektakularnych miejscach dobrze było zobaczyć również takie oblicze Tajlandii.

Bo tajskie świątynie nie powstały po to, żeby znaleźć się na Instagramie. Przede wszystkim żyją razem z ludźmi, którzy mieszkają wokół nich.

17. Wat Chalong – jedna z najważniejszych świątyń na Phuket

Będąc na Phuket, nie mogliśmy ograniczyć się wyłącznie do plaż, punktów widokowych i turkusowej wody. Chcieliśmy zobaczyć również trochę tej bardziej duchowej strony wyspy.

I tak trafiliśmy do Wat Chalong, a właściwie Wat Chaiyathararam – jednej z najważniejszych i najbardziej znanych świątyń buddyjskich na Phuket.

Już od pierwszych chwil widać, że jest to miejsce wyjątkowe. Bogato zdobione budynki, czerwone dachy, złote ornamenty i charakterystyczna tajska architektura sprawiają, że człowiek właściwie od razu sięga po aparat. Kompleks jest spory, dlatego warto dać sobie trochę czasu i nie ograniczać wizyty jedynie do szybkiego przejścia przez główną świątynię.

Świątynia ważna nie tylko dla turystów

Wat Chalong ma dla mieszkańców Phuket szczególne znaczenie. Świątynia związana jest przede wszystkim z dwoma cenionymi mnichami – Luang Pho Chaem i Luang Pho Chuang, którzy zapisali się w lokalnej historii i do dziś otaczani są ogromnym szacunkiem.

Przychodzą tutaj nie tylko turyści. Tajowie modlą się, zapalają świece i kadzidła, przynoszą kwiaty i oddają cześć wizerunkom mnichów. I właśnie takie chwile po raz kolejny przypominały nam, że miejsca, które my odwiedzamy jako atrakcje podczas podróży, dla miejscowych są przede wszystkim przestrzenią wiary.

Wielka Chedi i relikwia Buddy

Najbardziej charakterystycznym budynkiem całego kompleksu jest wysoka Wielka Chedi – Phra Mahathat Chedi. W jej wnętrzu znajduje się relikwia Buddy, co dodatkowo podkreśla religijne znaczenie Wat Chalong.

Do chedi można wejść i wspinać się na kolejne poziomy. W środku znajdują się liczne wizerunki Buddy oraz malowidła przedstawiające sceny z jego życia. Warto wejść również wyżej. Z góry można spojrzeć na dachy świątyni, cały kompleks i otaczającą go zieloną część Phuket. Po raz kolejny okazało się, że warto czasami oderwać się od głównego tłumu i wejść kilka schodów więcej.

Jeżeli będziecie na Phuket i będziecie chcieli choć na chwilę zamienić plaże na zupełnie inne oblicze wyspy, Wat Chalong zdecydowanie warto wpisać na swoją trasę.

18. Wat Mongkhon Nimit – złota świątynia w sercu Phuket Old Town

Spacerując po kolorowych uliczkach Phuket Old Town, pomiędzy charakterystycznymi kamienicami, kawiarniami i niewielkimi sklepikami, trafiliśmy również do kolejnej świątyni.

Wat Mongkhon Nimit, znanej także jako Wat Putta Mongkon lub Wat Klang.

I znowu wystarczyło przekroczyć bramę, żeby na chwilę zostawić za sobą gwar miasta.

Świątynia znajduje się przy Deebuk Road, praktycznie w samym sercu starego Phuket. Jest jednym z ważniejszych buddyjskich kompleksów tej części miasta i jednocześnie kolejnym przykładem tego, jak naturalnie świątynie wpisują się w codzienne życie Tajlandii.

Naszą uwagę od razu przyciągnął główny budynek świątyni – ubosot – z bogato zdobioną fasadą, złotymi ornamentami i kolorowymi detalami. Ale chyba jeszcze bardziej zapamiętaliśmy stojące przed nim rzędy niewielkich złotych chedi w kształcie dzwonów.

Jedna obok drugiej. Lśniące w słońcu i tworzące niezwykle fotogeniczny pierwszy plan dla całej świątyni. To właśnie takie detale sprawiały, że nawet po zobaczeniu tylu tajskich świątyń nadal potrafiliśmy zatrzymać się przed kolejną i powiedzieć:

„No dobrze… ta też jest piękna.”

Wat Mongkhon Nimit nie ma monumentalności Wat Chalong i prawdopodobnie nie będzie pierwszą świątynią, którą znajdziecie na liście największych atrakcji Phuket.

Ale jeśli już wybierzecie się na spacer po Phuket Old Town, zdecydowanie warto tutaj zajrzeć.

Nie trzeba specjalnie organizować całej wyprawy.

Wystarczy trochę podreptać po starym mieście.

A jak już zdążyliśmy się w Tajlandii przekonać – właśnie podczas takiego dreptania często znajdowaliśmy miejsca, których wcześniej wcale nie planowaliśmy zobaczyć.

19.Wat Suwannakiri Khet – niepozorna świątynia, która nas urzekła

Nie zawsze najbardziej zapamiętujemy miejsca największe, najbardziej znane i te, które pojawiają się na każdej liście „must see”. Czasami jest dokładnie odwrotnie. Wat Suwannakiri Khet, nazywana również Wat Karon, nie zrobiła na nas wrażenia swoim rozmachem. Nie ma tutaj ogromnego Buddy jak w Wat Paknam, smoka oplatającego wieżę jak w Wat Sam Phran ani bajkowej bieli Wat Rong Khun.

A jednak… bardzo mnie urzekła. Może właśnie dlatego, że niczego od niej nie oczekiwałam. Świątynia znajduje się w Karon na Phuket, niedaleko popularnej Karon Beach. Wystarczy więc na chwilę odejść od plaży, hoteli i turystycznego gwaru, żeby znaleźć się w zupełnie innym otoczeniu.

Najbardziej zapamiętałam prowadzące do świątyni schody. Po obu ich stronach wiją się długie zielono-złote nagi – mityczne węże, które wyglądają, jakby strzegły wejścia.

Do tego biały budynek, czerwony dach, złote ornamenty i intensywne kolory pięknie kontrastujące z zielenią i błękitnym niebem. Niby nic spektakularnego. A jednak chodziłam wokół niej, oglądałam kolejne detale i co chwilę znajdowałam coś, co przyciągało mój wzrok.

I chyba właśnie Wat Karon najlepiej przypomniała mi, że w podróży nie zawsze trzeba szukać wielkiego „wow”.

Czasami miejsce po prostu dobrze się czuje. Nie musi być najważniejsze. Nie musi nawet znaleźć się na liście największych atrakcji Phuket. Wat Suwannakiri Khet była dla mnie właśnie takim miejscem – trochę niepozornym, spokojnym, a jednak z jakiegoś powodu bardzo pięknym.

I spośród tylu świątyń, które zobaczyliśmy w Tajlandii, właśnie do takich miejsc wracam myślami szczególnie chętnie.

Każda świątynia opowiadała inną historię

Kiedy zaczęłam przygotowywać ten wpis i przeglądać nasze zdjęcia z Tajlandii, dotarło do mnie coś jeszcze.

Ile my właściwie tych świątyń zobaczyliśmy!

Jedną, drugą, trzecią… a później przestałam liczyć. I co najciekawsze – wcale nie pamiętam ich jako jednej wielkiej kolekcji złotych Buddów, czerwonych dachów i bogatych zdobień. Każda została w naszej pamięci z zupełnie innego powodu.

Wat Arun – położeniem nad rzeką i tysiącami porcelanowych detali.

Wat Pho – ogromnym Leżącym Buddą.

Wat Paknam – gigantyczną złotą postacią Buddy górującą nad zwyczajnymi domami Bangkoku.

Wat Saket – drogą na Złotą Górę i panoramą miasta.

Wat Traimit – niezwykłą historią Złotego Buddy.

Wat Sam Phran – ogromnym smokiem wijącym się wokół różowej wieży.

A potem przyszło Chiang Rai.

Wat Rong Khun zapamiętaliśmy przez jej niesamowitą biel, Wat Rong Suea Ten przez intensywny błękit, a Wat Huay Pla Kang przez monumentalną Guanyin widoczną już z daleka.

Były też te mniej znane. Takie, których nazw przed podróżą nawet nie znaliśmy.

I wreszcie świątynie na Phuket – od ważnej Wat Chalong, przez znalezioną podczas spaceru po Phuket Old Town Wat Mongkhon Nimit, aż po niepozorną Wat Suwannakiri Khet, która z jakiegoś powodu wyjątkowo mnie urzekła.

I chyba właśnie dlatego po kolejnej, kolejnej i jeszcze jednej świątyni… wcale nie mieliśmy ich dość. Bo szybko zrozumieliśmy, że nie oglądamy ciągle tego samego. Każda miała swoją historię, kolory, symbole i atmosferę.

Jedna zachwycała od pierwszego spojrzenia. Drugą trzeba było obejść dookoła i przyjrzeć się detalom. A jeszcze inna, choć zupełnie niepozorna, zostawała w pamięci na długo.

I może właśnie na tym polega magia tajskich świątyń – można zobaczyć ich naprawdę wiele, a mimo to każda potrafi opowiedzieć trochę inną historię.

Jeżeli tylko macie możliwość, odejdźcie czasem od głównej grupy. Usiądźcie na chwilę. Popatrzcie, co robią miejscowi. Posłuchajcie dzwonków. Poczujcie zapach kadzideł. Dopiero wtedy świątynia przestaje być kolejnym punktem programu.

Jak zwiedzać świątynie w Tajlandii?

Zwiedzając świątynie w Tajlandii, warto pamiętać, że dla nas są one przede wszystkim częścią podróży i okazją do poznawania tego kraju, ale dla Tajów pozostają miejscami kultu religijnego. Dlatego niezależnie od tego, czy odwiedzamy niewielką lokalną świątynię, czy jeden z najbardziej znanych kompleksów w Bangkoku, powinniśmy przestrzegać kilku podstawowych zasad.

Przede wszystkim należy zadbać o odpowiedni strój. Ramiona i kolana powinny być zakryte, a w niektórych miejscach wymagania są szczególnie rygorystyczne. My po kilku dniach w Tajlandii po prostu przyzwyczailiśmy się do tego, że wybierając się na zwiedzanie świątyń, trzeba mieć przy sobie coś, czym w razie potrzeby można się okryć.

Przed wejściem do głównych budynków świątynnych najczęściej zostawia się buty przed drzwiami. Warto też zwracać uwagę na znaki dotyczące fotografowania, ponieważ nie wszędzie jest ono dozwolone. Dobrym przykładem jest Wat Phra Kaew w Wielkim Pałacu Królewskim, gdzie wnętrza ze Szmaragdowym Buddą nie można fotografować.

Ważne jest również zachowanie wewnątrz świątyni. Nie powinno się dotykać posągów Buddy ani ustawiać stóp w ich kierunku. W tajskiej kulturze stopy uważane są za najniższą część ciała, dlatego siedząc przed wizerunkiem Buddy, najlepiej podwinąć nogi pod siebie lub skierować je na bok.

Poza tym warto po prostu obserwować miejscowych. Bardzo szybko można zauważyć, jak zachowują się osoby przychodzące do świątyni na modlitwę i dostosować do nich swoje zachowanie. Nie trzeba znać wszystkich zasad i zwyczajów, żeby okazać szacunek miejscu, w którym jesteśmy.

My dodalibyśmy do tego jeszcze jedną zasadę, już zupełnie od siebie: nie warto się spieszyć.

Po zobaczeniu tylu świątyń przekonaliśmy się, że najwięcej dostrzegaliśmy właśnie wtedy, kiedy przestawaliśmy traktować je jak kolejne punkty do odhaczenia. Warto czasem usiąść na chwilę, popatrzeć na ludzi, przyjrzeć się detalom, których z początku nawet się nie zauważa, albo po prostu pobyć w tym miejscu bez aparatu w ręku.

Czy po tylu świątyniach mieliśmy już dość?

Przed podróżą mogłabym pomyśleć, że po kilku świątyniach każda kolejna zacznie wyglądać podobnie. W końcu ile razy można oglądać złote posągi Buddy, bogato zdobione dachy, chedi, smoki i kolorowe mozaiki?

Okazało się jednak, że w Tajlandii wcale tak to nie działa.

Im więcej świątyń oglądaliśmy, tym bardziej dostrzegaliśmy różnice między nimi. Jedne zachwycały historią sięgającą setek lat, inne były niemal współczesnymi dziełami sztuki. W jednej największe wrażenie robił ogromny posąg Buddy, w innej misternie wykonane detale, których początkowo nawet nie zauważaliśmy. Były świątynie monumentalne i pełne turystów, ale również takie, do których trafialiśmy przypadkiem i gdzie poza nami prawie nikogo nie było.

I właśnie te mniej oczywiste miejsca często zaskakiwały nas najbardziej.

Dobrym przykładem była Wat Suwannakiri Khet na Phuket. Nie jest tak spektakularna jak Wat Chalong, a jednak z jakiegoś powodu bardzo mnie urzekła. Podobnie było z Wat Ming Muang w Chiang Rai, którą zastaliśmy podczas remontu. Moglibyśmy przejść obok, zrobić jedno zdjęcie i ruszyć dalej, a tymczasem zaczęliśmy przyglądać się jej detalom i zastanawiać nad historią tego miejsca.

Dlatego nawet po zobaczeniu naprawdę wielu świątyń nie mieliśmy poczucia, że mamy ich dość. Wręcz przeciwnie – coraz częściej zaglądaliśmy do tych, które pojawiały się na naszej drodze zupełnie przypadkiem.

Tajlandia, którą zapamiętamy również przez jej świątynie

Nie potrafię powiedzieć, która ze wszystkich odwiedzonych przez nas świątyń była najpiękniejsza. Zresztą chyba nie ma większego sensu tworzyć takiego rankingu.

Jak porównać stojącą nad rzeką Wat Arun z fantazyjną, niemal bajkową Wat Rong Khun? Jak zestawić ogromnego Złotego Buddę z Wat Paknam z niewielką świątynią znalezioną przypadkiem podczas spaceru? A gdzie w takim zestawieniu umieścić błękitną Wat Rong Suea Ten, różową wieżę Wat Sam Phran oplecioną ogromnym smokiem czy Wat Huay Pla Kang z monumentalną Guanyin górującą nad okolicą?

Każda była inna i chyba właśnie to najbardziej nas zaskoczyło.

Przed pierwszą podróżą do Tajlandii zastanawiałam się, czy ten kraj rzeczywiście zachwyci mnie tak bardzo, jak zachwyca wiele osób, które później regularnie do niego wracają. Miałam swoje wyobrażenia, oglądałam setki zdjęć i filmów, ale wciąż nie byłam do końca przekonana.

Dzisiaj, kiedy przeglądam nasze zdjęcia, wiem już, że Tajlandia pokazała nam znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy. Zapamiętaliśmy ją przez ludzi, jedzenie, przyrodę, kolory i codzienny chaos, ale również właśnie przez świątynie. Te najbardziej znane i te, których nazw przed wyjazdem nawet nie znaliśmy.

I chyba najpiękniejsze było to, że po pewnym czasie przestaliśmy szukać wyłącznie miejsc zaznaczonych wcześniej na mapie. Podczas spacerów wystarczyło czasami zobaczyć gdzieś pomiędzy budynkami charakterystyczny dach albo złotą chedi i już skręcaliśmy, żeby sprawdzić, co kryje się za kolejną bramą.

Nie zawsze czekało tam wielkie „wow”. Czasami była po prostu niewielka świątynia, kilku modlących się ludzi, mnich przechodzący przez dziedziniec i trochę ciszy pośród gwarnego miasta.

I właśnie takie chwile, obok tych najbardziej spektakularnych miejsc, stworzyły nasze wspomnienia z Tajlandii.

Witaj w naszym świecie…To my…Ania, Arek… Razem z nami zwiedzisz cudowne zakątki Norwegii, która fascynuje nas od kilkunastu lat... Zapraszamy nad piękne fiordy, ogromne wodospady, urokliwe miasta, kolorowe wioski, a także wysokie góry...

Language
Select your currency
PLN Złoty polski