LOFOTY,  Nordland,  Podróże bliskie

Værøy – wyspa na końcu świata…

Værøy to wyspa marzeń, to miejsce na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie miejsce bardzo daleko prawie na końcu świata. Værøy to wyspa, która nie dawała mi spokoju od ładnych kilku lat… Warto jest czekać i spełniać marzenia… W tym roku udało się w końcu dojechać na wyspę na końcu świata….

Værøy leżąca w samym sercu fiordu Vestfjorden, który to otoczony jest najsilniejszymi prądami morskimi na świecie, to istny cud natury. Malutka wyspa Værøy jest drugą najmniejszą i drugą najbardziej oddaloną gminą na Lofotach. Wyspa o powierzchni 17,5 km² na której mieszka 780 mieszkańców żyje swoim życiem. Ludność zamieszkująca to miejsce utrzymują się głównie z rybołówstwa. Wyspa jest tak mała, że jest na niej tylko jeden sklep, kościółek z 1740 roku, mała szkoła, restauracja z najlepszą sałatką posypaną krewetkami, jeden mini bar i aż całe 21 km asfaltowej drogi, która wieje sie po wyspie…. Ciężko znaleźć tam nocleg i wybierając się na Værøy lepiej przygotować, się na to że można spędzić noc pod chmurką. Wyspa posiada również własne lotnisko. Niestety po wypadku jaki miał miejsce 12 kwietnia 1990 roku w którym zginęli wszyscy pasażerowie i załoga lotnisko zostało zamknięte. Katastrofa miała miejsce miedzy innymi przez silne turbulencje spowodowane wiatrami morskimi. Dziś miejsce lotniska jest w posiadaniu osób prywatnych i mogą lądować tam samoloty jedynie w nagłych przypadkach.

Jeszcze mniejszą wyspą od Værøy jest już ostatnia oddalona o 30 min wyspa Røst i tu można rzecz, że to już jest koniec świata…

Będąc na Lofotach każdego roku oprócz wędkowania i trekingu na lofockie górki, w planie zawsze była wycieczka na Værøy… niestety jak to w życiu bywa po drodze wyskakiwało coś ciekawszego coś lepszego i coś innego…

Aż w końcu się udało…12 godzin na wyspie…

Co nas przyciągnęło na ten koniec świata i co takiego chcieliśmy zobaczyć na wyspie na której czas zatrzymał się dawno temu A mianowicie jeden jedyny punkt ,o który to MATKA NATURA zadbała w szczególny sposób…

Punkt widokowy Måstadfjellet (szlak Heia) jest prawdopodobnie tym, z czego Værøy słynie najbardziej. Po raz pierwszy zobaczyłam zdjęcie z wysunięta skałą w morze w National Geographic kilka lat temu i od tamtego czasu bardzo, ale bardzo chciałam to cudo zobaczyć. Muszę przyznać, że było to jedyne miejsce na wyspie, o którym wiedziałam i główny powód, dla którego zdecydowaliśmy się odwiedzić Værøy.

Będąc już na wyspie nasze nogi od razu powędrowały na szczyt, aby podziwiać ten niesamowity widok. Szlak jest dość krótki i mało wymagający. Wycieczka do Håen jest popularna, łatwa i przyjazna nawet rodzinom z małymi dziećmi. Można tam bezpiecznie i bez problemu maszerować nawet w sandałach, gdyż do samego końca prowadzi wijąca się droga asfaltowa. Niestety dojechać autem tam nie można. Aby dostać się na górę należy kierować się w kierunki starej bazy Nato, widocznej z centrum wioski.

Wiedząc, że spacer na szczyt jest łatwy i mało męczący poszliśmy troszkę inaczej niż inni. Na przełaj po zboczu góry do góry, podziwiając przy tym panoramę wyspy z każdej jej możliwej strony. Wyspa mieści się po środku fiordu i wszędzie po horyzont nic innego jak tylko woda i sterczące w oddali wierzchołki gór…

Værøy to wyspa pogody- tak brzmi tłumaczenie słowa (vær- pogoda, øy-wyspa) i dlatego właśnie Værøy słynie z każdego możliwego typu pogody. Podobno w Norwegii nie ma złej pogody, są tylko źle dobrane ubrania, jak mówią sami Norwegowie i ich norweskie powiedzenie. Oprócz deszczu, który jest zmorą każdego turysty jest jeszcze wiatr. Dlatego ciężko trafić na dobrą pogodę w tamtym miejscu. Nasze plany również uległy zmianie i po drodze było jeszcze kilka punktów z których niestety musieliśmy zrezygnować i pędem jechać na Værøy… Niestety nie zawsze jest tak jak byśmy tego chcieli…

Widok na Måstad jest majestatyczny. Szczyt po lewej to Måhornet (439 m npm), a płaski płaskowyż pośrodku to Måstadheia. W tle widać maleńką wyspę Røros… Widok ze szczytu Håen jest nie do opisania we wszystkich kierunkach, a najbardziej znany jest ten szkielet gór wysuniętych w stronę morza. Widok ten warty “miliona dolarów” dla mnie to kolejne spełnione marzenie… Bardzo, ale to bardzo cieszyłam się ze w końcu udało nam się tam dotrzeć.

Wyspa Værøy jest obecnie najlepiej zachowaną wyspą i celem pieszych wycieczek. Jest to miejsce częściej odwiedzane niż sąsiednie gminy na Lofotach. Nieskażona natura, czyste powietrze, niezdeptana jeszcze przez miliony ludzi, spokój i chęć spotkania z małymi cudownymi maskonurami, którzy to właśnie mają swoje korzenie na wyspie. To istny cud natury z kredowobiałymi plażami, długimi dolinami, białymi nocami od maja do końca lipca, dzięki którym można wędrować po wyspie ile się chce i kiedy się chce…

I to własnie herb wyspy zatwierdzony w 1988 r. przedstawia srebrny maskonur na niebieskim tle. Ptak ten jest bardzo popularny na wyspie.

Wyspa oddalona jest od archipelagu Lofoten około 1,5 godziny promem, który to do 15.06 każdego roku kursuje dwa razy dziennie. W okresie letnim jego rozkład zmienia się i trzeba pilnować rejsów gdyż można koczować dłużej na wyspie niż się planowało. Rozkład można sprawdzać na bierząco na stronie tutaj

Z Bodø natomiast rejs wygląda troszkę inaczej. Wszystko zależy na jaki rejs trafimy. My akurat trafilismy na rejs łączony czyli Bodø- Moskenes ( Lofoty) – Værøy który trwał 5,5 godziny ale może być rejs bezpośredni na Værøy 3,15 min. Tych reisów krótszych jest niestety mniej, ale przy dobrej pogodzie niema tego złego. Na promie jest mała restauracja także można skorzystać ewentualnie zabrać swój prowiant… ważna informacja- zwierzęta nie mogą wchodzić na górny pokład promu… zataja w aucie ewentualnie w specjalnych klatkach na zewnątrz ( tak było latem )

To nie koniec naszego dreptania po Værøy… wrócimy tam jeszcze i zdepczemy dokładniej ten niesamowity kawałek wyspy na końcu świata…

Witaj w naszym świecie… To my…Ania, Arek… Razem z nami zwiedzisz cudowne zakątki Norwegii, która fascynuje nas od kilkunastu lat... Zapraszamy nad piękne fiordy, ogromne wodospady, urokliwe miasta, kolorowe wioski, a także wysokie góry...