INNE

Siła marzeń i podróże 2020 roku…

Koniec roku zawsze mobilizuje nas do podsumowań… Co było i co będzie… jak minął nam cały rok i co przyniesie nowy. Nie jest to żadna magiczna data i każdy czas jest dobry na to, by podsumować pewien okres naszego życia, wyciągnąć wnioski i lekcje, zaplanować nowy rok i czas na najbliższe miesiące. Zawsze tak robiliśmy i zawsze żyliśmy według jakiegoś tam planu…

Nowy rok to czas podsumowań tego, co było i nadziei na to, co przed nami. Stary rok odszedł wielkimi krokami do lamusa, a nowy wszedł w nasze życie z prędkością światła. Przeszłość minęła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła. Chyba nie było takiego człowieka, który by nie czekał na koniec 2020 roku. Część z nas robi podsumowanie roku i robi plany na kolejny, deklaruje większe bądź mniejsze zmiany w swoim życiu… Ale czy jest sens cokolwiek robić i planować spoglądając wstecz?

2020 zapowiadał się fantastycznie… Pod koniec roku 2019 mieliśmy kupione już pięć wyjazdów i z każdą kolejna promocją przybywały nowe. Na początku 2020 roku mieliśmy wypełniony plan do sierpnia i tak żyliśmy przez dziesięć lat. Ten rok był rokiem kilku rocznic dlatego miał być szczególnym i wyjątkowym rokiem w naszym życiu… Dwudziesta rocznica ślubu, dwudzieste urodziny syna, dziesięć lat w podróży nie tylko po Norwegii… Myślałam, że 2020 to będzie nasz rok i zobaczymy wszystko co sobie zaplanowaliśmy. Niestety tak się nie stało, teraz wiem, że 2020 dał mi cenniejszą lekcję . Całe życie doceniałam to co mam, a w tym dziwnym czasie nauczyłam się jeszcze bardziej doceniać wszystko co mnie otacza. Najgorsze jest to że przychodzi taki czas, w którym dociera do mnie/ do nas, że za chwilę zabraknie nam czasu na zrobienie wszystkiego o czym marzyliśmy co pragnęliśmy zobaczyć. Chwilami budzimy się i widzimy jak szybko uciekają dni, miesiące i lata. I tak naprawdę nie wiemy ile nam jeszcze zostało, a skrzydła zostały nam podcięte i podcinane są dalej…

Nie jesteśmy uzależnieni od podroży ale jest to coś co lubimy i co sprawia nam przyjemność, coś czym żyjemy długi czas i co wspominamy bardzo długo. Potrafimy długo wytrzymać bez zwiedzania i szwendania się, ale miesiąc czy dwa bez podróży to czas tak jakby stracony, to tak jakby czas stanął w miejscu, a my razem z nim…

Rok 2020 jaki był każdy wie… dla jednych straszny i surowy dla innych łaskawszy i całkiem dobry… U nas było różnie… ale zacznijmy od podróży…

Laos- Birma- Tajlandia – jedną nogą…

Pod koniec stycznia mieliśmy lecieć do Azji na jedną z fajniejszych objazdowych wycieczek. Niestety wycieczka nie doszła do skutku. Wirus szalał już w Azji i Ci co zdążyli wylecieć zapewne zobaczyli to co chcieli… My obeszliśmy się smakiem i popatrzyliśmy na zdjęcia w internecie.

Zanim jednak nastąpił całkowity lockodown wskoczyliśmy jeszcze do samolotu i udaliśmy się na północ Norwegii, a stamtąd zasypaną drogą do Szwecji. Lodowy Hotel, o którym pisałam tutaj przyjął nas mroźnym powietrzem i lodowym widokiem. Było to niesamowite dziesięć godzin jakie tam spędziliśmy i zamiast jechać dalej na zasypane Lofoty musieliśmy w te pędy wracać do domu… bo zaczęło się…

Marzec i kwiecień były to ciężkie miesiące. Zamknięte szkoły i moje miejsce pracy przedszkole, na szczęście głowa rodziny pracował i to ze zdwojoną siłą. Do tego kolejny odwołany wyjazd. Wielkanoc mieliśmy spędzić w Jordanii i Izraelu... Jak nigdy wcześniej pogoda w Norwegii zrobiła się cudowna. I zaraz po świętach Wielkanocnych mieliśmy od razu lato. Ogród zaczął tryskać zielenią i wszystko rosło jak na drożdżach, a my ten czas spędzaliśmy na łapaniu witaminy D3.

Maj- Włochy pod wycieraczkę i odkrywanie Norwegii…

W maju mieliśmy lecieć do Włoch i dokończyć naszą wędrówkę po wybrzeżu Amalfijskim. Niestety i tam też się nie udało być…. przykro mi było patrzeć na spływające e-maile z anulacją biletów… Ale już nie płakaliśmy już nad rozlanym mlekiem i na nowo zaczęliśmy odkrywać Norwegię. Wiosną postawiliśmy na południe Norwegii i był to strzał w dziesiątkę… Nie spodziewałam się że ten region Norwegii ma tyle do zaoferowania i że naprawdę mi się spodoba. A wcześniej omijałam go szerokim łukiem. Wiosna sprzyjała podróżom, wysokie temperatury i słońce jakie mieliśmy każdego dnia dało nam kolejne życie i chęci na więcej i więcej… Zwiedzaliśmy to co było odkładane na potem, a z tym potem zawsze był problem…

Do wiosny jeszcze kawałek, a ja mam już plan na powrót w stronę południa. jest kilka miejsc które chcę zobaczyć jeszcze raz, dokładniej i zatrzymać się tam na dłużej. Jest też plan na zimowy wypad, ale o tym mam nadzieje jeszcze będzie…

Czerwcowe Lofoty przeniesione na lipiec…

Od kilku lat mamy tradycję spędzania kilku dni na Lofotach akurat w czerwcu. Dlaczego akurat w czerwcu, a to dlatego że świętujemy tam naszą rocznicę ślubu, dlatego ze są białe noce i dlatego ze zawsze w czerwcu mamy tam super pogodę. A i bym zapomniała o najważniejszym… W czerwcu biorą największe ryby i lepiej niż w lutym czy marcu i jest ich znacznie więcej. W przyrodzie coś się pomieszało bo zawsze takie obfite połowy były właśnie zimą.

Lipiec- pięciodniowy wyjazd do Polski…

Jak tylko dostaliśmy zielone światło, że granice będą otwarte w te pędy pojechaliśmy do kraju do rodziców i na wyczekiwane weselisko, które w ostatniej chwili zostało przywrócone. 150 osób bawiło się do samego rana w tym byli ludzie z Irlandii, Niemiec, Holandii, Śląska i my z Norwegii… To były nasze pięć, a może sześć dni. Oblecieliśmy wszystkich znajomych, rodzinę i zdążyliśmy ochrzcić dziecko i miłość mojego męża, widoczne na zdjęciu niżej… jest to też jeden z planów na wakacje 2021… mamy nadzieję, że życie wróci do normy, a my odkurzymy naszą niunie i popływamy po naszych Mazurach..

Bez stresu i większego pośpiechu pierwszy raz w naszym życiu wybraliśmy się w końcu autem na północ… W planie było sporo miejsc takich jak Senja jeszcze raz, Tromsø i słynny Nordkap na który jedziemy już kilka lat ale dojechać nie możemy. Niestety i tym razem nie dojechaliśmy… Lofoty mają coś tak magicznego w sobie, że nie można ich tak szybko opuścić. Mimo tego że byliśmy tam już wiele razy o każdej może roku to ciągle nam mało tego miejsca.

Værøy i Lofoty…

No i stało się… wyruszyliśmy w stronę Lofot… Dla mnie cel był jeden… Wyspa Værøy... Powiedziałam swoim podróżnikom że siedzimy na wyspie tak długo aż zaświeci słońce i zrobię takie zdjęcia o jakich marzyłam. O Værøy pisałam już tutaj i kto był to pewnie pamięta, że ta jest wyspą pogody… oznacza to że z minuty na minutę one być tam inna pogoda. Zdążyliśmy przed frontem który nadciągał i zobaczyliśmy wyspę i mój wymarzony punkt…

Resztę dni spędziliśmy na Lofotach odkrywając to nowe miejsca i zwiedzając te w których już byliśmy. Tam nie można się nudzić i jeśli ktoś ma motorek w nogach i uwielbia obcować z naturą tak jak my to zawsze odnajdzie się w takim miejscu.

Po dziesięciu dniach zaczęliśmy zjeżdżać na dół, czyli w stronę południa Norwegii i w stronę domu. Zahaczyliśmy oczywiście jeszcze o prę miejsc takich jak Trondheim, Dombås, Dovre i na koniec zaparkowaliśmy jeszcze w miasteczku Loen z myślą wejścia na słynną górkę Rakssetra o której pisałam tutaj

Norwegia to duży kraj o bardzo dużym potencjale i gdybyśmy mieli się zatrzymywać w każdej wiosce, w każdym parku i nad każdym fiordem czy jeziorem zabrakło by nam życia. Jeszcze troszkę kilometrów zostało nam do pokonania i pa®e miejsc do pokazania, także zostawię je sobie na ten rok i na następny i następny… Uwielbiam mała łyżeczką czerpać to co najlepsze.

A co oprócz podróży w 2020…

Urlop miął nawet nie wiemy kiedy. Do pracy wracaliśmy jacyś tacy mało zadowoleni. Mimo tego że wypoczęliśmy i baterie naładowaliśmy to jakoś tak nie na 100%. Patrząc po zdjęciach ktoś powie że mi odbiło, ale tak faktycznie było… ładowaliśmy się jeszcze w każdy niemal weekend do końca października. Były to wspólne wyjazdy we dwoje, czas spędzony z dziećmi. Zrobiliśmy kawał dobrej roboty na świeżym powietrzu pokonując masę kilometrów i muszę przyznać, że gdyby nie te wyjazdy nawet jednodniowe do tego długie spacery to byłoby nam bardzo ciężko przeżyć ten rok w zamknięciu. Do tego sporo czasu spędziłam z córcią w plenerze, a na koniec roku posumowaliśmy cały 2020… w brew pozorom nie był zły bo nie byliśmy chorzy, były awanse w pracy, dzieci też zadowolone ze swoich osiągnieć, to czego tu narzekać… brakowało nam tylko jednego.. brak możliwości podróży do kraju i rodziców i jakiegoś małego wpada gdzieś w świat…

Dziś nie robimy żadnych planów, nawet nie rozmawiamy na ten temat… poprostu czekamy…

Święta Bożego Narodznia…

Norwegia zamknęła się już po 15.08 i ciągle mieliśmy wkładane do głów, że podróże krajowe i zagraniczne są odradzane, do tego kurczowo trzymali się dziesięciodniowej kwarantanny, a na koniec roku dowalili jeszcze testy. Nie było mowy o wyjdzie do rodziców, a potem siedzeniu w domu jak za karę. Brakowało mi podróży takich szybkich weekendowych i bardzo żałowałam, że niektóre odwlekałam w czasie. Ale kto się spodziewał, że świat nam zamkną i nas razem z nim. Teraz to nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna okazja.

Święta spędziliśmy rodzinnie w górach, które były białe i mroźne, takie jak święta powinny być… najgorsze były życzenia i łamanie się opłatkiem przez kamerę… Mam nadzieję, że była to taka pierwsza i ostania sytuacja…

W kolejny Nowy Rok wchodzę z nadzieją, że stanie się cud i wrócimy do normalności czego życzę sobie, nam i Wam… Nowy Rok to nie tylko nowe możliwości, ale także nowe marzenia... Dobrego Nowego Roku…

Witaj w naszym świecie… To my…Ania, Arek… Razem z nami zwiedzisz cudowne zakątki Norwegii, która fascynuje nas od kilkunastu lat... Zapraszamy nad piękne fiordy, ogromne wodospady, urokliwe miasta, kolorowe wioski, a także wysokie góry...